Siła spojrzenia
O filmie Portret kobiety w ogniu
Jest rok 1760, Marianne przybywa do nadmorskiej posiadłości zamieszkanej przez Heloise i jej matkę. Malarka otrzymuje zlecenie namalowania portretu ślubnego młodej kobiety, ale zadanie jest trudne, bo Heloise nie chce wychodzić za mąż i odmawia pozowania. Początkowo Marianne ukrywa więc prawdziwy cel swojej wizyty, przyjmuje rolę opiekunki i polega jedynie na własnej pamięci.
Siła spojrzenia
Marianne przygląda się Heloise, próbuje zapamiętać gesty, wygląd dłoni, profil, ułożenie włosów. Obserwacje pomagają jej namalować pierwszą wersję obrazu. Kiedy dzieło wydaje się skończone Marianne postanawia wyznać prawdę. Heloise patrząc na obraz nie ukrywa jednak zdziwienia: – To tak mnie widzisz? – pyta. Każda sztuka bowiem to zestaw reguł i zasad, ale liczy się również indywidualny charakter obiektu, to, co ukryte pod powierzchnią. Według Heloise obraz pozbawiony jest życia, a postać, na którą patrzy nieobecna. Okazuje się, że Marianne czuje podobnie i w przypływie złości niszczy portret. Wtedy modelka postanawia pozować.
Dotychczas Heloise konsekwentnie odmawiała pozowania, dlatego Marianne polegała jedynie na własnej pamięci. Wówczas jej ukradkowe spojrzenia można było traktować przede wszystkim jako chęć zapamiętania szczegółów wyglądu modelki, jej cech charakterystycznych. Od początku jednak czujemy wzajemne zainteresowanie, pożądanie i fascynację. Prawdziwy przełom następuje, gdy Marianne wyznaje prawdę, a Heloise zgadza się pozować. Scenę, w której wspólnie pracują nad portretem wspaniale zinterpretował Michael z Lessons from the Screenplay. Autor analizuje sekwencję ujęcie po ujęciu, przyglądając się kadrowaniu i dialogom. Dokładna analiza sceny ujawnia dynamikę relacji między bohaterkami – na początku Marianne filmowana jest w półzbliżeniach, co podkreśla jej przewagę jako obserwatora-malarza. Sytuacja ulega zmianie, gdy Heloise zadaje zaskakujące pytanie: „Jeśli ty patrzysz na mnie, na kogo ja patrzę?”. Jest to moment, w którym zostaje przywrócona równowaga sił, a wszystko to dzieje się również na poziomie kadrowania – teraz modelka ukazana jest w półzbliżeniu jako obserwator, Marianne natomiast w planie amerykańskim jako osoba obserwowana.
Scena w pracowni to punkt kulminacyjny filmu i przykład harmonijnej współpracy dialogu, blockingu (ustawienia aktorów) i kadrowania. Jej celem jest ukazanie silnych i niezależnych bohaterek, których uczucie jest pełne i szczere, bo oparte na równowadze sił i wzajemnym szacunku.
Orfeusz i Eurydyka
Reżyserka i scenarzystka Celine Sciamma przyznaje, że Portret kobiety w ogniu to nie tyle historia zakazanego uczucia, co opowieść o dwóch kobietach, które doświadczają miłości i pożądania. Skrępowanie, delikatny i niepewny dotyk, pierwszy pocałunek – to początek wyjątkowej, choć również bolesnej przygody.
Idealnym tłem dla miłości Heloise i Marianne staje się mit o Orfeuszu i Eurydyce, który bohaterki czytają wspólnie w jednej ze scen filmu. W słynnej legendzie szczęście kochanków przerywa nagła śmierć kobiety. Zrozpaczony Orfeusz postanawia jednak poprosić władcę podziemi o zwrócenie mu ukochanej. Swoją muzyką wzrusza Hadesa i Persefonę, którzy zgadzają się na powrót Eurydyki pod jednym warunkiem: Orfeusz nie może obejrzeć się za siebie, dopóki nie opuszczą królestwa zmarłych. Niestety, tuż przed wyjściem na powierzchnię, Orfeusz nie wytrzymuje i odwraca się, przez co Eurydyka na zawsze pozostaje w podziemiach.
Podczas lektury mitu bohaterki zastawiają się, dlaczego kochanek spojrzał na Eurydykę. Heloise sugeruje, że może to ona go poprosiła, Marianne natomiast podsuwa inną interpretację – być może Orfeusz wybrał rolę poety a nie kochanka, obejrzał się, bo chciał zapamiętać ukochaną i zachować w sercu taką, jaką była w tamtej chwili.

Dodaj komentarz